poniedziałek, 30 września 2013

Moje Festung Breslau cz1




"Bo Wrocław od zawsze poddaje się ostatni"


          Festung Breslau po polsku Twierdza Wrocław, zawsze kojarzyło mi się z działaniami wojennymi we Wrocławiu toczonymi w ramach drugiej wojny światowej, kiedy był on oblegany przez wojska radzieckie od 13 lutego do 6 maja 1945(najdłużej oblegane miasto III Rzeszy), jednak okazało się, że tak nie jest. Nie dawno dostałem link do trasy rowerowej  po umocnieniach militarnych Festung Breslau, tam można ściągnąć sobie przewodnik w Wersji pdf z mapą (albo tutaj podaje link do ściągnięcia tego przewodnika). Tam przeczytałem, że dowództwo niemieckie, już 1889 roku postanowiło rozbudować system umocnień Wrocławia, a do pierwszej wojny światowej powstało prawie 3/4 umocnień miasta. Reszta powstawała w latach międzywojennych oraz podczas samej II wojny światowej. Po wojnie zaczęto rozbierać umocnienia, jednak nie zrobiono tego na całej linii.


          Trasa Rowerowa Twierdzy Wrocław prowadzi nas czerwonym szlakiem rowerowym do okoła Wrocławia. Całość ma długość około 54 km i nie zawsze wiedzie uczęszczanymi drogami, długość trasy w przewodniku podana jest bez dojazdów do obiektów, a zbacza się dosyć sporo od trasy(My polecamy wyjechać wcześnie rano). Do samych bunkrów też trzeba się przedzierać przez rożnego rodzaju zarośla, a czasem naprawdę trudno je znaleźć(Najlepiej w długich spodniach, ja spróbował dojść do pierwszego bunkru w krótkich spodenkach i pokrzywy uwzięły się na moje nogi). Jeśli macie możliwość weźcie ze sobą latarkę, to zobaczycie co jest w środku, nam się nie udało :(

Dobra koniec tego nudnego wstępu :)

          Ostania niedziela wakacji, którą postanowiliśmy spędzić aktywnie, zaczęła się pod domem Pandy. Spod którego wyjechaliśmy z powodów prywatnych po 11 ( do tej pory plujemy sobie w twarz, że nie mogliśmy zrobić tego wcześniej). Według przewodnika trasę najlepiej zaczynać od stacji Wrocław Brochów, ale nam było bliżej do pierwszego obiektu na trasie. Zaczęliśmy więc od schronu kompani piechoty  przy ulicy Wiaduktowej.
          Schron, którego musieliśmy trochę poszukać, a gdy go już odnaleźliśmy okazało się, że był 5 metrów od miejsca gdzie stanęliśmy. Okolica schronu wygląda tragicznie, wszędzie porozrzucane są  śmieci - widać, że miastu nie zależy na zwiedzaniu zabytkowych obiektów. W samym schronie, nie było lepiej, dopatrzyliśmy się nawet starej lodówki.
Schron kompani piechoty.
Słynna lodówka.

Jednak niektóre widoki też nas lekko zachwycały.



          Po opuszczeniu bunkru i powrocie na trasę skierowaliśmy się w stronę Lasu Rakowieckiego, by zobaczyć pozostałości po stanowiskach artylerii przeciwlotniczej. Trasą wjeżdża się  się do niego przez ul. Wilczą od strony ulicy Opolskiej. Po drodze minęliśmy uroczy most nad Oławą. Same stanowiska artyleryjskie okazały się małymi ruinami byłych schronów.

Zdjęcie ukazujące stan stanowiska artylerii przeciwlotniczej.


Koala i kolejne stanowisko.
          Wyjeżdżając z Lasu znaleźliśmy się na ulicy Międzyrzeckiej, znajdującej się obok Odry na wysokości ZOO. Szlak dalej wiódł przez Kładkę Zwierzyniecką następnie groblą, aż do ulicy Chełmońskiego, którą dojeżdżało się do ul. Dembowskeigo gdzie znajdował się kolejny schron kompani piechoty. Był on na terenie byłego magazynu , ale otaczały go zdemolowane budowle. Sam w środku został pomalowany i odnowiony, a nawet miał wstawione w jednym miejscu okno. Co mnie zaciekawiło to, to że jak czytałem na jednym blogu rowerowym to jeszcze w maju tego roku były tam drzwi, a teraz nie ma już żadnych.





Tajna skrytka


          Dalej udaliśmy się ulicami Dembowskiego, Bacciarellego oraz braci Gierymskich do mostu Bartoszowickiego i śluzy Bartoszowickiej za, którą skręciliśmy w prawo na groblę Łaniewską, kierując się do dwóch bunkrów mobilizacyjnych piechoty znajdujących się na polu obok grobli.

Niepozorna górka na polu.
Od drugiej strony kryje tajemnice III Rzeszy.
Widok w środku trochę ponury.
Drugi bunkier na polu lepiej był widoczny.
Takie widoki w mieście :). 
          Dalej jechaliśmy groblą Łaniewską i mijając ul. Strachocińską dotarliśmy do ul. Ludowej gdzie znajdował się kolejny bunkier mobilizacyjny piechoty. do niego nawet nie staraliśmy się wchodzić - z daleka było widać, że nie ma na to szans :(. Jednak niedaleko bunkru zobaczyliśmy coś niecodziennego w mieście, a mianowicie krowy.!!!

          Gdy skończyliśmy podziwiać nasze kochane "Mućki' udaliśmy się do ul.Miłoszyckiej skręcając w prawo, jechaliśmy do ul. Ceglanej, znajdującej się po prawej stronie. Po drodze widzieliśmy kilka starych niemieckich Willi oraz ładny kościółek. Przy samej ulicy Ceglanej spotkaliśmy praktycznie folwark zwierzęcy - barany, gęsi i kury. Byliśmy też świadkami śmiesznej sceny, jak barany się rozpędzały i stukały rogami :). Skręcają w ul. Ceglaną, po prawej jej  stronie musieliśmy szukać kolejnego bunkra mobilizacyjnego piechoty, które już nam się nudziły, bo od jakiegoś czasu każdy wyglądał tak samo. Gdy go w końcu znaleźliśmy, okazało się, że ten zachował się w lepszym stanie niż jego poprzednicy, których mieliśmy możliwość oglądania. Zachowały się w nim nawet dolne fragmenty drzwi wejściowych oraz elementy metalowe wewnątrz bunkru.









         Po zakończeniu zwiedzania dojechaliśmy ul Miłoszycką do ul. Lechitów gdzie był kolejny bunkier, który okazał się być na terenie prywatnym i można go było oglądać tylko przez ogrodzenie. Następnie dojechaliśmy ul. Tczewska do ul. Kwidzyńskiej i dalej Szczygla do Rakowej, a następnie przez skrzyżowanie Brucknera z chrobrego do al Poprzecznej gdzie zmierzaliśmy na ogródki działkowe, na których miał znajdować się Fort Piechoty. Miejsce to sprawiło na o tyle trudności, że ciężko je było znaleźć. Gdy w końcu do niego dotarliśmy, okazało się być ciekawe, ponieważ było bardzo rozbudowane. Składało się z głównego bunkra, dwóch małych oraz długiego na około 100 m rowu - linii strzeleckich "transzei" kończących się stanowiskiem CKM

Schron główny.
Schron wartownia nr 1.



Transzeje.

Schron wartownia nr.2
         W tym miejscu musieliśmy zakończyć dzisiejszą wyprawę, ponieważ nie mieliśmy już czasu. Wracając do domu, Koali popsuł się rower i spod C.H "Korona" do okolic Aquaparku we Wrocławiu musiał prowadzić go na piechotę.

          Słowem końcowym, był to dla nas bardzo ciekawy dzień, dla Pandy ostatni wakacyjny, bo jutro (30.09) ma dzień wstępny na studiach. Spędziliśmy go żwawo na świeżym powietrzu. Zwiedziliśmy nasza bliską okolice i udowodniliśmy, że ciekawe miejsca znajdują się blisko nas i nie trzeba mieć pieniędzy by je zobaczyć.. Jedyne co nam się nie podobało to, to że wiele miejsc było zaśmieconych oraz rozwalonych, aż brak nam słów na ludzi wyrzucających śmieci na dziko. Za tydzień jak Koala naprawi rower mamy zamiar dokończyć pętle Twierdzy Wrocław więc oczekujcie relacji z części 2 :).

Do usłyszenia  K and P

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa wyprawa ;-) czekam na wiecej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Upiorne te bunkry, nie wiem czy bym tam wlazła;) Ale w taką rowerową trasę to bym się chętnie wybrała, tylko jak tu skombinować rower i to jeszcze taki, którego Ci we Wrocławiu nie ukradną:) Jaki macie następny cel wyprawy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ ten Wrocław ma niesamowite zakątki. Festung Breslau najbardziej kojarzy mi się z książkami Marka Krajewskiego.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Festung_Breslau_(powie%C5%9B%C4%87)

    OdpowiedzUsuń